W ENSIS na co dzień poruszamy się w skomplikowanym świecie spraw gospodarczych. Jednak jako prawnicy, ale też tak po prostu po ludzku, nie potrafimy przejść obojętnie obok rażącego nadużywania prawa w życiu codziennym. Dzisiejszy wpis jest nietypowy – nie jest ofertą naszej kancelarii, bo nie zajmujemy się sprawami wykroczeń czy parkingów. Jest jednak wyrazem mojego sprzeciwu wobec cynicznego wykorzystywania braku świadomości prawnej konsumentów. Bo rzetelność w biznesie zaczyna się tam, gdzie kończy się cwaniactwo.
550 zł za postój na osiedlowym placu – studium przypadku.
Kilka tygodni temu, moja siostra, mając coś do załatwienia, przyjechała na jeden dzień do Wrocławia. Będąc na miejscu, wjechała między bloki na jednym z wrocławskich osiedli, gdzie ów punkt docelowy załatwienia sprawy był zlokalizowany. Postawiła samochód w miejscu, gdzie były zaparkowane inne pojazdy - niewielki plac wyłożony kostką brukową przy drodze osiedlowej. Co ważne bez jakichkolwiek oznaczeń, pionowych, czy poziomych, że to parking, a tym bardziej parking płatny. Znaku zakazu zatrzymywania, również nie było. Po kilkudziesięciu minutach wróciła do samochodu, a tam za wycieraczką znalazła blankiet/paragon z informacją, że musi wnieść opłatę za miejsce parkingowe, w wysokości 550 pln. Jak zechce, to dostanie nawet fakturę na ten „mandat”. Operator parkingu - pewna spółka z o.o.
Na drugi dzień od zdarzenia, dostałem od niej krótką wiadomość: „brat, czy ja to mam płacić?”
Gdzie ukryto regulamin?
Spojrzałem na Google Maps, zlokalizowałem miejsce, faktycznie wybrukowany plac z miejscami na pozostawienie pojazdu, żadnego oznaczenia, regulaminu, czy parkometru, nie było też znaku zakazu zatrzymywania się. Zacząłem „jeździć” po mapie szukając, gdzie te znaki mogą się znajdować i kilkaset metrów dalej znalazłem potworka, jak ze zdjęcia powyżej.
Co my tu mamy? Z jednej strony parking, z drugiej teren prywatny, a z trzeciej zakaz zatrzymywania, a wszystko to na jednej tablicy (znaku?). Dodam tylko, że teren nie miał żadnego szlabanu, ani innego oznaczenia, poza tablicą ze zdjęcia, za którą faktycznie był parking na kilka samochodów, a potem już zwykła droga osiedlowa, z wieloma zakrętami, okalająca całe osiedle. Do drogi przylegały zatoczki i place, które w żaden sposób nie były oznaczone jako miejsca parkingowe, czy to znakami pionowymi, czy poziomymi. Na miejscach tych zaparkowane były inne pojazdy.
Szanuję prawo własności i doskonale rozumiem frustrację mieszkańców Wrocławia, którzy codziennie walczą o wolne miejsce pod swoim domem. Zarządca ma pełne prawo pobierać opłaty na swoim terenie – pod jednym warunkiem: że robi to transparentnie, zgodnie z literą prawa, a nie metodą 'zaskoczenia' nieświadomego kierowcy.
Konfrontacja z zarządcą: brak dowodów kontra "zapraszamy na teren".
Napisałem do zarządcy na adres e-mail podany w blankiecie. Jest też formularz kontaktowy, ale nie polecam korzystania, o czym na końcu. Biorąc pod uwagę, że nie wiem kto jest po drugiej stronie, a dla dobra sprawy, póki co moje dane, czy dane mojej siostry, do sprawy nic nie wniosą, powołuje się po prostu na datę zdarzenia, numer blankietu i numer rejestracyjny auta. Piszę z adresu e-mail, o abstrakcyjnej nazwie – bez danych osobowych.
Nie wymądrzam się zbytnio, po prostu proszę o wskazanie, że miejsce w którym był pozostawiony pojazd faktycznie miało właściwe oznaczenie, że to parking, a w dodatku parking płatny. Wskazanie znaków pionowych, czy poziomych, info o odpłatności, parkometrze i zdjęcia pojazdu, na które powołują się w swoim blankiecie. W odpowiedzi dostaje zdjęcie jak powyżej. Przypomne tylko, że to zdjęcie tablicy, która znajduje się kilkaset metrów dalej, nie w linii prostej, nie w widocznym miejscu, tylko w zupełnie innym miejscu, niż pozostawione auto.
Zaczynam to traktować jak mało śmieszny żart. Z prawnego punktu widzenia sytuacja zaczęła przypominać absurdalny precedens. Równie dobrze mógłbym wystawić zarządcy fakturę za 'fotografowanie pojazdu' na podstawie regulaminu umieszczonego za szybą. Skuteczność prawna obu tych działań byłaby identyczna – czyli zerowa.
Piszę jeszcze raz, jasno prosząc o:
- skuteczne wykazanie, że miejsce w którym był pozostawiony pojazd, w dniu przekazania druku opłaty, było odpowiednio oznakowane znakami z grupy D-18, a także że znajdował się tam regulamin, na który się powołują.
- Przekazanie treści regulaminu wraz ze wskazaniem punktu z którego wynikałaby opłata w tej wysokości oraz sposób wskazania „standardowej” opłaty.
- Wykazanie skutecznego spełnienia wobec kierowcy, obowiązków wynikających z art. 8 ustawy o prawach konsumenta.
W odpowiedzi otrzymuje ponownie to samo zdjęcie, z przypadkowymi samochodami w tle, bez samochodu mojej siostry. W treści maila informacja, że jak chce czytać regulamin to (tu cytat): „regulamin znajduję się całodobowo na terenie, prosimy się z nim zapoznać.”
Jaki z tego morał? Chodzi sobie ktoś z drukarką paragonów/blankietów po okolicy. Wpisuje numery rejestracyjne każdego napotkanego pojazdu, drukuje blankiet, wkłada za wycieraczkę i idzie dalej. Nawet nie robi zdjęcia pojazdu, którego sprawa dotyczy, a może robi, ale tylko tym, które faktycznie stoją w miejscach prawidłowo oznaczonych?
Fundamenty Twojej obrony: co na to Kodeks Cywilny?
Nie dajmy się nabijać w butelkę, każda taka nienależna wpłata utwierdza nieuczciwych zarządców w przekonaniu, że stosowanie praktyk na granicy (lub poza granicą) prawa po prostu się opłaca. To klasyczny przykład żerowania na braku świadomości prawnej konsumenta.
O czym trzeba pamiętać w takich sytuacjach z perspektywy przepisów:
- koniecznym jest skuteczne związanie wzorcem umownym (art. 384 Kodeksu Cywilnego) - aby regulamin parkingu wiązał konsumenta, musi on mieć realną możliwość zapoznania się z jego treścią. Umieszczenie regulaminu w innym miejscu np. kilkaset metrów dalej uniemożliwia realizację tego wymogu. W orzecznictwie (m.in. SOKiK) wielokrotnie wskazywano, że konsument nie ma obowiązku poszukiwania regulaminu w znacznej odległości od miejsca zawarcia umowy.
- Niedopełnienie obowiązków informacyjnych (art. 8 ustawy o prawach konsumenta) - zgodnie z art. 8 ust. 1 pkt 1 i 4 ustawy o prawach konsumenta, przedsiębiorca jest zobowiązany poinformować konsumenta o głównych cechach świadczenia oraz łącznej cenie najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową. Brak czytelnego oznakowania i cennika w miejscu postoju oznacza, że obowiązek ten nie został dopełniony, co wyklucza możliwość dochodzenia roszczeń z tytułu rzekomo zawartej umowy.
- Brak oświadczenia woli (facta concludentia) - zawarcie umowy poprzez zaparkowanie pojazdu opiera się na założeniu, że kierowca, widząc oznaczenia parkingu płatnego, godzi się na warunki tam panujące. W sytuacji braku jakichkolwiek oznaczeń w miejscu postoju, nie sposób przyjąć, że kierowca wyraził dorozumianą wolę zawarcia umowy najmu miejsca parkingowego.
Uważaj na swoje dane osobowe (RODO)
Kontaktując się z zarządcą parkingu nie korzystaj z formularzy kontaktowych podanych na jego stronie www. Nie podawaj swoich danych, czy też nie korzystaj z imiennego maila, dlaczego? Na takim początkowym etapie sprawy, kiedy chcemy przede wszystkim ustlić, czy opłata jest zasadna, jedynymi danymi potrzebnymi do identyfikacji jest numer pojazdu, numer blankietu, data zdarzenia i podany przez Ciebie adres mailowy. Jeżeli zarządca chce uzyskać Twoje dane osobowe na tym etapie, to ma taką możliwość w CEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców). To że nie jest to proste, to już inna sprawa i może kiedyś o tym napiszę.
Nie daj się naciągnąć na "opłatę parkingową".
Ile osób dziennie, w całej Polsce nabiera się na ten numer i płaci dla świętego spokoju? Nie wiem, ale biorąc pod uwagę jak wiele jest rożnej maści spółek zarządzających miejscami parkingowymi, to może być tych osób wiele.
Podaj dalej ku przestrodze, a pieniądze, które miałyby trafić do takiego „zarządcy”, znacznie lepiej wpłacić na jakiś szczytny cel 😊
Ważne
Powyższy tekst ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny, oparty na osobistych doświadczeniach. ENSIS specjalizuje się w kompleksowej obsłudze prawnej, podatkowej i księgowej podmiotów gospodarczych. W związku z naszym profilem biznesowym, nie świadczymy usług doradztwa prawnego w sprawach indywidualnych dotyczących opłat parkingowych, mandatów czy sporów konsumenckich. Mamy jednak nadzieję, że powyższe wskazówki pomogą Państwu samodzielnie zadbać o swoje prawa.
Jakub Szajdziński
Specjalizuję się w pomocy prawnej na rzecz przedsiębiorstw z sektora nowych technologii, IT, e-commerce, web&mobile, a także obsłudze spółek prawa handlowego.