Cze 7

Wirtualne rejestry – realne faktury.

Tags:
Wirtualne rejestry – realne faktury.

Kolejne firmy domagają się zapłaty za publikacje danych dotyczących przedsiębiorców. Metody nadużyć stale się zmieniają, jednak schemat i sposób działania jest zazwyczaj podobny. Dlatego, aby uniknąć niepotrzebnych kosztów i nerwów, warto zwracać uwagę na korespondencję, która kierowana jest na nasze skrzynki e-mailowe, ale również na tę, która trafia do naszych firm bezpośrednio – tradycyjną pocztą. Naciągacze są coraz bardziej zuchwali, dziś powszechniejsze jest kontaktowanie się firm odpowiedzialnych za prowadzenie pseudorejestrów internetowych – drogą telefoniczną. Oto kilka metod internetowych naciągaczy, a także sposoby uchronienia się przed ich działalnością.

Firmy rzekomo prowadzące rejestry przedsiębiorców lub rejestry znaków towarowych powracają na Polski rynek niczym bumerang. Niedawno dość głośno było o pismach kierowanych do nowo zarejestrowanych podmiotów. Dokumenty stylizowane na język urzędowy wskazywały odpowiedni rachunek bankowy oraz kwotę, którą należy zapłacić, aby w określonym – pseudopaństwowym – rejestrze móc się znaleźć. Również dużym echem, szczególnie w internetowych mediach, odbiła się działalność pewnej koszalińskiej firmy prowadzącej rejestr przedsiębiorców. Wspomniana spółka postanowiła wykorzystać renomę oraz markę bliźniaczej pod względem nazwy firmy w nie do końca uczciwy sposób.

Mechanizm funkcjonowania wspomnianej spółki był (i jest) zawsze podobny, na przestrzeni kilku lat przybierał on jednak różną formę. Począwszy od przesyłania wypełnionych druków płatności, które dotyczyć miały np. rejestrowania znaków towarowych, poprzez druki aktualizujące dane przedsiębiorcy w rejestrze prowadzonym przez spółkę. Ostatnia praktyka jest dość sprytna i może być wykorzystana przeciwko nieświadomemu przedsiębiorcy nawet przed Sądem, co pokazuje przykład jednego z klientów, który zgłosił się do naszej kancelarii z prośbą o pomoc.

Wspomniana spółka zaczęła kontaktować się z przedsiębiorcami drogą telefoniczną. Schemat rozmowy jest z góry ustalony. Konsultant kontaktuje się z właścicielem przedsiębiorstwa, informując, iż reprezentuje portal „książka-telefoniczna.net”. Sama nazwa jest nieprzypadkowa, sugeruje bowiem, iż kontaktuje się z nami jedna z czołowych tego typu firm w Polsce, przez co tracimy czujność w trakcie rozmowy. Po dość kwiecistym wstępie konsultant informuje rozmówcę, że jak co roku ich rejestr jest „odświeżany”, w związku z powyższym do przedsiębiorcy został przesłany druk, w którym należy podać aktualny adres prowadzonej działalności. W rozmowie telefonicznej nie jest podawana informacja co do odpłatności wspomnianej usługi, dodatkowo nie ma mowy o jakiejkolwiek umowie.

Co z tego wynika? 

Rozmowy nie są nagrywane, ustawodawca nie wymaga bowiem, aby tego typu działania podejmować przy udzielaniu informacji drogą telefoniczną. Natomiast po pewnym czasie do przedsiębiorcy trafia druk, w którym przede wszystkim rzuca się w oczy logo oraz pole, gdzie należy podać aktualne dane swojej firmy.

W mniej przejrzysty sposób na wspomnianym druku możemy doszukać się informacji, iż wypełnienie oraz odesłanie go jest równoznaczne z zawarciem umowy, na podstawie której dane naszej firmy będą umieszczone w rejestrze za „skromne” 2804,40 zł brutto. Schemat działania jest więc prosty – przedsiębiorca po wcześniejszej rozmowie telefonicznej nieświadomie wypełnia dokument, nie wczytując się w warunki zapisane małym drukiem. Po jego odesłaniu otrzymujemy fakturę VAT na wspomnianą kwotę i… zaczynają się problemy.

W dokumencie, który udostępnia Spółka na swoich stronach internetowych, a który stanowi ogólne warunki umów, możemy znaleźć informację, iż przedsiębiorca może rozwiązać umowę w określonym terminie – zazwyczaj jest to około 14 dni od chwili odesłania druku. Dodatkowo z tego samego dokumentu dowiadujemy się, że jeżeli przed końcem obowiązywania podpisanej właśnie umowy (1 rok) w okresie trzech miesięcy nie złożymy stosownego wypowiedzenia, umowa automatycznie zostanie przedłużona na kolejny rok.

Działania, które opisałem powyżej, są bardzo zuchwałe. Dodatkowo mogą być traktowane przez Sąd jako powód do wydania nakazu zapłaty w stosunku do przedsiębiorcy. Należy bowiem pamiętać, że o ile np. obrót z konsumentami nastawiony jest na ochronę tych ostatnich, o tyle zapisy m.in. Kodeksu cywilnego pozostawiają bardzo duże pole manewru dla obrotu między przedsiębiorcami – wynika to chociażby z doktryny prawa gospodarczego i swobody zawierania umów.

Jak więc uchronić się przed działalnością tego typu?

Przede wszystkim czytajmy dokładnie korespondencję, którą otrzymujemy. W stosunku do nieuczciwych firm, nie zwalniają nas z obowiązku analizy dokumentacji wielkość druku czy też sposób lub miejsce umieszczenia najważniejszych warunków umowy.

Pamiętajmy, że jeżeli konsultant w trakcie rozmowy telefonicznej nie poinformuje nas o fakcie jej nagrywania, podmiot, który kontaktuje się z nami, nie prowadzi rejestru takich rozmów. W efekcie w żaden sposób nie możemy udowodnić przed Sądem, kto i co zaoferował nam drogą telefoniczną, co za tym idzie – nie da się przed Sądem udowodnić przebiegu rozmowy oraz informacji, jakie zostały nam przekazane. W związku z powyższym Sąd może opierać się wyłącznie na naszych zeznaniach, a taki dowód, w porównaniu z nagraniem rozmowy telefonicznej, nie ma zbyt dużej wartości w postępowaniu.

Jeżeli otrzymujemy gotowe druki opłat, faktury VAT lub inne dokumenty wskazujące na nasze rzekome zobowiązanie do zapłaty, nie dokonujmy żadnych, nawet najniższych, wpłat bez pewności, że z daną firmą zawarliśmy umowę. Dokonanie wpłat na poczet innej firmy może być wykorzystywane w postępowaniu sądowym jako uznanie długu, a tym samym potwierdzenie zawarcia umowy z daną firmą.

Nie reagujmy na e-maile typu: „Proszę o podanie danych, to ważne”. Musimy pamiętać, iż obecnie dane przedsiębiorstw są publiczne i bardzo łatwe do zweryfikowania. Pozwalają na to chociażby wyszukiwarki internetowe: Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej, Głównego Urzędu Statystycznego czy też Krajowego Rejestru Sądowego. Biorąc powyższe pod uwagę, przekazywanie danych za pośrednictwem poczty elektronicznej jest niedorzeczne, a może doprowadzić do próby nadużyć ze strony nieuczciwych firm.

Warto również ograniczyć umieszczanie danych firmy w nie do końca pewnych wirtualnych rejestrach. Mając dobre chęci, kierując się potrzebą chociażby reklamy czy lepszego pozycjonowania, możemy trafić na strony internetowe, na których wpis będzie skutkował zawarciem umowy niekorzystnej dla nas pod względem finansowym.

Jeżeli doszło już do zawarcia umowy z nieuczciwą firmą, nie oznacza to w bezwzględny sposób, że zobowiązaliśmy się do zapłaty i „nic nie da się z tym zrobić”. Nasza praktyka wskazuje, iż większość „podejrzanych rejestrów” boi się interwencji prawnika. Sprawy, które z pozoru wydają się beznadziejne, najczęściej kończą się na postępowaniu polubownym z pozytywnym efektem końcowym dla oszukanego przedsiębiorcy. Wspomniane firmy (rejestry) bardzo obawiają się zainteresowania wymiaru sprawiedliwości, dlatego w wielu przypadkach wolą nie ryzykować wszczęcia postępowania sądowego na rzecz polubownego rozwiązania sporu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że oprócz powództwa cywilnego, możemy w stosunku do nieuczciwej firmy skierować zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ponieważ nie wiąże się to praktycznie z żadnymi kosztami, a zdecydowanie wpływa w sposób pozytywny na skuteczność naszych działań.

Najważniejsze pozostaje jednak zachowanie zdrowego rozsądku oraz poświęcenie odrobiny czasu na dokładne przeanalizowanie dokumentów, które w podejrzany (czyt. niezamówiony) sposób trafiają do naszej firmy. Z pewnością pozwoli to uniknąć wszczynania czasochłonnych procedur, nie narazi nas na niepotrzebne koszty i oszczędzi nerwy.

 

Jakub Szajdziński

Prawnik / współwłaściciel

ENSIS Kancelaria Doradztwa Prawnego

Cioczek & Szajdziński SpółkaCywilna

www.ensiskancelaria.com

Artykuł pochodzi z kwietniowego wydania magazynu MENSIS http://mensis.pl/miesiecznik/

 

No comments yet.

Leave a Comment

reset all fields